wtorek, 18 września 2012
Kolejne spełnione marzenia
Mimo iż w sesji będzie jeden warunek spełniają się moje marzenia. Będę miała sesję fotograficzną. Taką profesjonalną o której mogłam jedynie pomarzyć. Już się nie mogę doczekać. Rozpoczynam kurs na prawo jazdy, o którym mogłam tylko pomarzyć. I wiele wiele innych rzeczy związanych ze śpiewaniem i pracą. Po prostu jestem przeszczęśliwa. Z Lubym się wszystko układa i jest po prostu cudownie... Coś czuję, że chyba natchnienie na mnie spływa i coś stworzę zaraz.
środa, 5 września 2012
Dwoistość świata- metoda w niemetodzie
Jestem nie do zdarcia! Nie poddaję się, ale nie walczę, bo mam inną metodę.
Metoda, która nazywa się "Niemetodą". Żyję z przekonaniem - co będzie to będzie (nie chodzi tu o bierność życiową, bo nadal jestem aktywna), jednakże staram się nie martwić, nie zaprzątać sobie myśli obawami i lękami (choć to cholernie trudne), ale jak się wyrwiesz choć na chwilę z więzienia swych myśli czujesz co to prawdziwa wolność. Ludzie próbują się wyzwalać alkoholem, narkotykami, jedzeniem.
A czasem wystarczy po prostu się zachwycić, zapomnieć się w tańcu, w śmiechu. Dlatego ludzie tak bardzo lubią telewizję. Lecz jak wszystko w naszym dwoistym świecie wszystko ma dwie strony również telewizja ma dużo minusów (bo także napędza niepotrzebne myśli).
Dziwny jest ten świat- jak śpiewał Niemen. Dla wszystkich, którzy czują w swych sercach Miłość jest to oczywiste, że świat w którym żyjemy jest nie halo. Pozwala się na zadawanie bólu, w ogóle ludzie mają bardzo mało empatii wobec innych. Nie zastanawiają się nad tym co ważne. Gdzie ich sumienia?- wielu wówczas pyta. Mają je, ale jak to Lem pisywał: Sumienie mam czyste nieużywane. Nie nam oceniać tych ludzi, lecz czyny bez wątpienia określać winniśmy- i to nie jako złe czy dobre, tylko te które zadają ból i te które przynoszą ukojenie, miłość i radość.
Świat nie dzieli się na ludzi dobrych i złych a na tych co wybrali dobro bądź zło. I tych co wybrali zło, bo nie widzieli że mogą wybrać dobro, bo inni im przeszkodzili bądź nie pomogli, bo sami tak chcieli.
Wszelkie osądy ludzi do niczego tak naprawdę nie prowadzą. Bo co z tego, że przyczepimy komuś etykietę zły czy dobry? Zmieni coś to w naszym życiu? Zmieni to coś w życiu tych ludzi? Doprowadzi to do tego, że ten człowiek już na zawsze będzie skazany na zło. A my będziemy się bawić w sędziów mimo, że tak naprawdę nie wiemy co by się stało z nami, gdybyśmy znaleźli się w takiej a nie innej sytuacji.
Wracając do tego o czym zaczęłam moje dzisiejsze rozważania. "Niemetoda" to metoda, w której nie robię nic oprócz pogodzenia się z tym co mnie w życiu spotyka. Wyciągam wnioski. Uczę się. Traktuje bowiem życie jak wielką lekcję. Mało piszę o swoich "problemach", bo wiem że tak naprawdę ich nie mam.
Metoda, która nazywa się "Niemetodą". Żyję z przekonaniem - co będzie to będzie (nie chodzi tu o bierność życiową, bo nadal jestem aktywna), jednakże staram się nie martwić, nie zaprzątać sobie myśli obawami i lękami (choć to cholernie trudne), ale jak się wyrwiesz choć na chwilę z więzienia swych myśli czujesz co to prawdziwa wolność. Ludzie próbują się wyzwalać alkoholem, narkotykami, jedzeniem.
A czasem wystarczy po prostu się zachwycić, zapomnieć się w tańcu, w śmiechu. Dlatego ludzie tak bardzo lubią telewizję. Lecz jak wszystko w naszym dwoistym świecie wszystko ma dwie strony również telewizja ma dużo minusów (bo także napędza niepotrzebne myśli).
Dziwny jest ten świat- jak śpiewał Niemen. Dla wszystkich, którzy czują w swych sercach Miłość jest to oczywiste, że świat w którym żyjemy jest nie halo. Pozwala się na zadawanie bólu, w ogóle ludzie mają bardzo mało empatii wobec innych. Nie zastanawiają się nad tym co ważne. Gdzie ich sumienia?- wielu wówczas pyta. Mają je, ale jak to Lem pisywał: Sumienie mam czyste nieużywane. Nie nam oceniać tych ludzi, lecz czyny bez wątpienia określać winniśmy- i to nie jako złe czy dobre, tylko te które zadają ból i te które przynoszą ukojenie, miłość i radość.
Świat nie dzieli się na ludzi dobrych i złych a na tych co wybrali dobro bądź zło. I tych co wybrali zło, bo nie widzieli że mogą wybrać dobro, bo inni im przeszkodzili bądź nie pomogli, bo sami tak chcieli.
Wszelkie osądy ludzi do niczego tak naprawdę nie prowadzą. Bo co z tego, że przyczepimy komuś etykietę zły czy dobry? Zmieni coś to w naszym życiu? Zmieni to coś w życiu tych ludzi? Doprowadzi to do tego, że ten człowiek już na zawsze będzie skazany na zło. A my będziemy się bawić w sędziów mimo, że tak naprawdę nie wiemy co by się stało z nami, gdybyśmy znaleźli się w takiej a nie innej sytuacji.
Wracając do tego o czym zaczęłam moje dzisiejsze rozważania. "Niemetoda" to metoda, w której nie robię nic oprócz pogodzenia się z tym co mnie w życiu spotyka. Wyciągam wnioski. Uczę się. Traktuje bowiem życie jak wielką lekcję. Mało piszę o swoich "problemach", bo wiem że tak naprawdę ich nie mam.
wtorek, 28 sierpnia 2012
DUŻO ZALEGŁOŚCI
Wiele sie działo od ostatniego razu. Wiele rzeczy odkryłam, wiele się nauczyłam, wiele przeżyłam.
Pierwsza sprawa- najświeższa- dziś zrobiłam krok w tył i pod natłokiem negatywnych myśli się znalazłam. Ja- totalna optymistka. I szczerze jak tak teraz na to patrzę to nie za bardzo wiem czym ja się tak naprawdę przejmowałam? Bo tak teraz myślę, ze ten brak pieniędzy i brak pracy, który mnie nie co przytłoczył (bo zaczęłam się martwić o przyszłość zamiast skupić się na chwili obecnej) to była tylko przykrywka. Chyba jakaś niecierpliwość z mojej strony. Jakieś pragnienia, które próbuję zagłuszyć zamiast zwalczyć to "niemetodą". Perspektywa poprawek też nie uspokoiła. Ale to takie nudziarstwa dzisiejsze.
Kolejna sprawa to to że na początku wakacji poznałam mężczyznę. Niezwykłe, bo właśnie kogoś takiego szukałam z kim będę mogła porozmawiać o taoizmie. Kto będzie wiedział o czym mówię i czuł podobnie. Nawet zaczęłam się żalić na mojego D, jak On to mnie nie rozumie w tej kwestii (i to był największy błąd). Bo ów Mężczyzna poczuł do mnie coś więcej niż bym chciała. Jest dość starszy ode mnie (choć tak naprawdę wiek nie ma znaczenia jeśli się kogoś pokocha). Jednak ja nie podzielałam jego uczucia. Cenię go jako człowieka, jako przyjaciela, jako utalentowanego artystę i bardzo uduchowioną istotę ludzką i cholernie inteligentną, jednak ta miłość jest bardzo generalna (bo to jest miłość). Podjęłam decyzję, by przestać się z nim spotykać (nie zerwałam jednak znajomości- mamy ze sobą kontakt internetowy). Ciężka ta cała sytuacja, bo bardzo nie chciałam go skrzywdzić (i nie chodzi tu o odrzucenie). Wiem jak bardzo pragnie miłości. Jak jest dużym chłopcem (w psychologii z syndromem piotrusia pana, syndromem edypa no i jeszcze z kryzysem wieku średniego na dodatek- nie mówię, by się z niego naigrywać bardziej żeby spojrzeć na to wszystko z dystansu) Wiem jak nie raz mu ciężko. Długo zwlekałam z tą decyzją. I po niej poprawiło się między mną a D. Nie wiem jak, ale się stało z czego bardzo się cieszę.
Pomiędzy mną a D rozkwitło. Eckhar Tolle mnie przekonał w pełni. Odpowiedział mi na pytanie, które wciąż zadawałam. Na temat Miłości bałam się, że tu tylko jest dialektyka. Nie! Och ja małej wiary!!! Jak mogłam zapomnieć, że Bóg jest wszędzie. Tolle mówił o przestrzeni w Miłości. Nie tylko jest uczucie, ale również przestrzeń. Tam mieszka Bóg. To jest Miłość prawdziwa. Ciekawa sprawa. Link do Tollego: http://www.youtube.com/watch?v=_DGrflJ6xS4 (Miłość Personalna- 1 część i kolejne)
Pierwsza sprawa- najświeższa- dziś zrobiłam krok w tył i pod natłokiem negatywnych myśli się znalazłam. Ja- totalna optymistka. I szczerze jak tak teraz na to patrzę to nie za bardzo wiem czym ja się tak naprawdę przejmowałam? Bo tak teraz myślę, ze ten brak pieniędzy i brak pracy, który mnie nie co przytłoczył (bo zaczęłam się martwić o przyszłość zamiast skupić się na chwili obecnej) to była tylko przykrywka. Chyba jakaś niecierpliwość z mojej strony. Jakieś pragnienia, które próbuję zagłuszyć zamiast zwalczyć to "niemetodą". Perspektywa poprawek też nie uspokoiła. Ale to takie nudziarstwa dzisiejsze.
Kolejna sprawa to to że na początku wakacji poznałam mężczyznę. Niezwykłe, bo właśnie kogoś takiego szukałam z kim będę mogła porozmawiać o taoizmie. Kto będzie wiedział o czym mówię i czuł podobnie. Nawet zaczęłam się żalić na mojego D, jak On to mnie nie rozumie w tej kwestii (i to był największy błąd). Bo ów Mężczyzna poczuł do mnie coś więcej niż bym chciała. Jest dość starszy ode mnie (choć tak naprawdę wiek nie ma znaczenia jeśli się kogoś pokocha). Jednak ja nie podzielałam jego uczucia. Cenię go jako człowieka, jako przyjaciela, jako utalentowanego artystę i bardzo uduchowioną istotę ludzką i cholernie inteligentną, jednak ta miłość jest bardzo generalna (bo to jest miłość). Podjęłam decyzję, by przestać się z nim spotykać (nie zerwałam jednak znajomości- mamy ze sobą kontakt internetowy). Ciężka ta cała sytuacja, bo bardzo nie chciałam go skrzywdzić (i nie chodzi tu o odrzucenie). Wiem jak bardzo pragnie miłości. Jak jest dużym chłopcem (w psychologii z syndromem piotrusia pana, syndromem edypa no i jeszcze z kryzysem wieku średniego na dodatek- nie mówię, by się z niego naigrywać bardziej żeby spojrzeć na to wszystko z dystansu) Wiem jak nie raz mu ciężko. Długo zwlekałam z tą decyzją. I po niej poprawiło się między mną a D. Nie wiem jak, ale się stało z czego bardzo się cieszę.
Pomiędzy mną a D rozkwitło. Eckhar Tolle mnie przekonał w pełni. Odpowiedział mi na pytanie, które wciąż zadawałam. Na temat Miłości bałam się, że tu tylko jest dialektyka. Nie! Och ja małej wiary!!! Jak mogłam zapomnieć, że Bóg jest wszędzie. Tolle mówił o przestrzeni w Miłości. Nie tylko jest uczucie, ale również przestrzeń. Tam mieszka Bóg. To jest Miłość prawdziwa. Ciekawa sprawa. Link do Tollego: http://www.youtube.com/watch?v=_DGrflJ6xS4 (Miłość Personalna- 1 część i kolejne)
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Nic nie muszę!
Poznałam niedawno na studiach chłopaka, który uświadomił i wciąż uświadamia mi, ze nic nie muszę. Że często sama się zniewalam przez to, że robię coś, bo inni ode mnie oczekują, bo sama sobie coś głupiego narzucam, że tak powinnam zrobić by kogoś uszczęśliwić i wtedy zatracam siebie, gubię się i nie wiem kim jestem, czego naprawdę pragnę. Uzmysławia mi jedno. Nic nie muszę. Jestem wolna, nie zniewolona. Dlatego egzaminy czy je zdam czy nie to tylko moja własna sprawa, moja własna wiedza- nie muszę. Małżeństwo i posiadanie dzieci- nie muszę. Mieć tytułu mgr- nie muszę. Wyglądać tak jak się innym podoba- nie muszę.
Schudłam, nie dla kogoś tylko dla swojej wolności, z miłości do siebie. Jestem wegetarianką, bo tak czuję w sobie. Nie piję alkoholu, bo tak mi się podoba. Śpiewam, bo to kocham. Wierzę w Boga i Jezusa bo tak czuję, czuję inspirację Ducha, choć niekoniecznie to wszystko wygląda tak jak proponuje mi kościół. Ja to odkrywam w sobie. Nie chcę ślepo się ograniczać nakazami i zakazami. Po to mam rozum, po to mam sumienie i po to mam duszę.
Chcę pojechać do Indii, chcę mieć przewodnika duchowego i pracować tak, by ludziom pomagać. Nie zacznę tego wszystkiego jeśli nie będę stabilna. Jesli nie będę wiedzieć na pewno, gdzie jestem ja a gdzie inni.
Człowiek powinien wiedzieć zawsze gdzie się znajduje. Nie za dużo Boga, nie za dużo ziemi. Nie za dużo ludzi, nie za dużo mnie. Nie za dużo samotności, nie za dużo społeczności. Harmonia. Pięknie czysto brzmiący akord. I wtedy cały świat wibruje czystą energią. Harmonia i równowaga. Nic nie muszę!
Schudłam, nie dla kogoś tylko dla swojej wolności, z miłości do siebie. Jestem wegetarianką, bo tak czuję w sobie. Nie piję alkoholu, bo tak mi się podoba. Śpiewam, bo to kocham. Wierzę w Boga i Jezusa bo tak czuję, czuję inspirację Ducha, choć niekoniecznie to wszystko wygląda tak jak proponuje mi kościół. Ja to odkrywam w sobie. Nie chcę ślepo się ograniczać nakazami i zakazami. Po to mam rozum, po to mam sumienie i po to mam duszę.
Chcę pojechać do Indii, chcę mieć przewodnika duchowego i pracować tak, by ludziom pomagać. Nie zacznę tego wszystkiego jeśli nie będę stabilna. Jesli nie będę wiedzieć na pewno, gdzie jestem ja a gdzie inni.
Człowiek powinien wiedzieć zawsze gdzie się znajduje. Nie za dużo Boga, nie za dużo ziemi. Nie za dużo ludzi, nie za dużo mnie. Nie za dużo samotności, nie za dużo społeczności. Harmonia. Pięknie czysto brzmiący akord. I wtedy cały świat wibruje czystą energią. Harmonia i równowaga. Nic nie muszę!
czwartek, 31 maja 2012
parę chwil, którymi pragnę się podzielić
Opowiadanie pierwsze pt. "Bliskie spotkanie trzeciego stopnia"
Występują: Szpicel (ja); Brytan-Hasacz (pies Szpicla); Pan Dzik
Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły
kto spotyka w lesie dzika ten na drzewo szybko zmyka.
Nie na drzewo lecz w bok uciekałam wraz z mym psem. Wracając ze spacerku usłyszałam tajemnicze szmery, gdy nagle... metr przed nami pojawił się dzik (parę metrów dalej całe stado). Brytan-Hasacz szczeknął złowieszczo Pan Dzik nie pozostał dłużny i odwarknął aż mu się para z ust wydobyła a dwa białe kły zalśniły w świetle zachodzącego słońca... Pobiegł do stada a my w długą. I tak umknęliśmy dzikom.
Opowiadanie drugie pt." Od przedszkola do Opola"
Występują: Szpicel, The Boys and Girls, Publiczność
Koncert wypadł rewelacyjnie, choć nieco się stresowałam występowaniem w nowej roli, nie tylko wyjca ale również zamulacza konferansjera. Wyszło ponoć fajnie, przynajmniej tak mówili i chcą to powtarzać, więc nie powiem, ale bardzo miło mi się zrobiło. Ogólnie The girls były rewelacyjne, The Boys też robili niewiele błędów i ogólnie uwielbiam z nimi występować. Dziękuję Bogu, że pozwolił mi stawiając na mojej drodze tych ludzi i takie okazje, bym mogła spełnić swe marzenie i spełniać kolejne. Czuję się jakbym była urodzona na scenie. Muszę się jednak wiele nauczyć... Wiem, że mi się uda. Wiem, że nam się uda i że kiedyś wystąpię przed wielką publicznością i wiem, że wydam płytę. Nie wiem czy z tym zespołem (może- byłoby extra) i nie wiem czy w tym repertuarze, ale wiem jedno, ze to się stanie prędzej czy później. Czuję to całą sobą. My trzy girls pasujemy do siebie rewelacyjnie i nie wiem czy miałoby to taki wydźwięk jakbyśmy śpiewały same. Świetnie się wszyscy ze sobą czujemy i dogadujemy no i jesteśmy co raz lepsi! Ale muszę cwiczyć!
Opowiadanie trzecie pt. "Przygotowania do sesji- niczym tworzenie planów wojennych"
Występują: Szpicel; Książki; Internet;
- ZDYCHAM!!!!!!!!!- wypowiedział Szpicel przewracając kolejną stronę książki, zapisując kolejne zdanie na komputerze uzupełniając "Wikipedią"- ALE JESTEM NIE DO ZDARCIA! WSZYSTKO ZALICZĘ W PIERWSZYM TERMINIE! JESTEM HARDCOREM!
Grunt, to efektywna afirmacja.
Występują: Szpicel (ja); Brytan-Hasacz (pies Szpicla); Pan Dzik
Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły
kto spotyka w lesie dzika ten na drzewo szybko zmyka.
Nie na drzewo lecz w bok uciekałam wraz z mym psem. Wracając ze spacerku usłyszałam tajemnicze szmery, gdy nagle... metr przed nami pojawił się dzik (parę metrów dalej całe stado). Brytan-Hasacz szczeknął złowieszczo Pan Dzik nie pozostał dłużny i odwarknął aż mu się para z ust wydobyła a dwa białe kły zalśniły w świetle zachodzącego słońca... Pobiegł do stada a my w długą. I tak umknęliśmy dzikom.
Opowiadanie drugie pt." Od przedszkola do Opola"
Występują: Szpicel, The Boys and Girls, Publiczność
Koncert wypadł rewelacyjnie, choć nieco się stresowałam występowaniem w nowej roli, nie tylko wyjca ale również zamulacza konferansjera. Wyszło ponoć fajnie, przynajmniej tak mówili i chcą to powtarzać, więc nie powiem, ale bardzo miło mi się zrobiło. Ogólnie The girls były rewelacyjne, The Boys też robili niewiele błędów i ogólnie uwielbiam z nimi występować. Dziękuję Bogu, że pozwolił mi stawiając na mojej drodze tych ludzi i takie okazje, bym mogła spełnić swe marzenie i spełniać kolejne. Czuję się jakbym była urodzona na scenie. Muszę się jednak wiele nauczyć... Wiem, że mi się uda. Wiem, że nam się uda i że kiedyś wystąpię przed wielką publicznością i wiem, że wydam płytę. Nie wiem czy z tym zespołem (może- byłoby extra) i nie wiem czy w tym repertuarze, ale wiem jedno, ze to się stanie prędzej czy później. Czuję to całą sobą. My trzy girls pasujemy do siebie rewelacyjnie i nie wiem czy miałoby to taki wydźwięk jakbyśmy śpiewały same. Świetnie się wszyscy ze sobą czujemy i dogadujemy no i jesteśmy co raz lepsi! Ale muszę cwiczyć!
Opowiadanie trzecie pt. "Przygotowania do sesji- niczym tworzenie planów wojennych"
Występują: Szpicel; Książki; Internet;
- ZDYCHAM!!!!!!!!!- wypowiedział Szpicel przewracając kolejną stronę książki, zapisując kolejne zdanie na komputerze uzupełniając "Wikipedią"- ALE JESTEM NIE DO ZDARCIA! WSZYSTKO ZALICZĘ W PIERWSZYM TERMINIE! JESTEM HARDCOREM!
Grunt, to efektywna afirmacja.
czwartek, 24 maja 2012
I am drunk and i know it
Na studiach sesja cały czas do przodu. Opuściłam się trochę w medytacjach i ćwiczeniach, ale poprawię się przyrzekam jak tylko się to wszystko skończy :) Od połowy czerwca wakacje pełną gębą niech się dzieje co chce. Jadę na wieś- pierwsze wakacyjne plany.
Dobra, ale teraz prawdziwy powód pisania dziś. Mój ojciec ma duży problem alkoholowy. Codziennie przychodzi pijany. Wczoraj kłócił się z mamą i po raz pierwszy, może nie podniósł na nią rękę, bo to za dużo powiedziane, ale klepnął ją w bok. Rozpłakała się. Powiedziała, ze pierwszy i ostatni raz podniósł na nią rękę i chce by się wyprowadził z domu. Nie wiem czy do końca to do mnie dotarło. Bardzo cierpi, że to tak wszystko wygląda. Ja widzę jedyne rozwiązanie. Muszę ojca ubezwłasnowolnić, bo to, że niszczy nas (mnie i mamę) jest bezsporne, że niszczy "rodzine" bez wątpienia, że zabija siebie bardziej niż pewne. Chcę go ubezwłasnowolnić i zmusić do leczenia w zakładzie zamkniętym. Cały czas pije, marudzi, śpi. Teraz ma urlop i to jest dwa razy silniejsze... Jak chodzi do pracy to przynajmniej w pracy nie pije. Próbowałam wielu rzeczy. Rozmów- nie chce słuchać (oczywiście na trzeźwo). Nawet napisałam list- powiedział, ze nie powinnam go umoralniać. Ja przestałam go szanować, ale nie przestałam go kochać. Nie tylko dlatego że jest moim ojcem, ale również dlatego, że jest człowiekiem i to naprawdę dobrym człowiekiem, gdyby nie ten alkohol. On nie chce się leczyć- bo nie potrafi zwyciężyć swej słabości.
Najpierw zgłoszę go do poradni uzależnień, później ubezwłasnowolnię, bo on sam nie potrafi już za siebie odpowiadać, już przestał kontrolować to co robi. Tyle pieniędzy ile traci. Jeszcze gra w zakładach...
Gryzie mnie to... Ale jakoś to muszę rozwiązać.
Dobra, ale teraz prawdziwy powód pisania dziś. Mój ojciec ma duży problem alkoholowy. Codziennie przychodzi pijany. Wczoraj kłócił się z mamą i po raz pierwszy, może nie podniósł na nią rękę, bo to za dużo powiedziane, ale klepnął ją w bok. Rozpłakała się. Powiedziała, ze pierwszy i ostatni raz podniósł na nią rękę i chce by się wyprowadził z domu. Nie wiem czy do końca to do mnie dotarło. Bardzo cierpi, że to tak wszystko wygląda. Ja widzę jedyne rozwiązanie. Muszę ojca ubezwłasnowolnić, bo to, że niszczy nas (mnie i mamę) jest bezsporne, że niszczy "rodzine" bez wątpienia, że zabija siebie bardziej niż pewne. Chcę go ubezwłasnowolnić i zmusić do leczenia w zakładzie zamkniętym. Cały czas pije, marudzi, śpi. Teraz ma urlop i to jest dwa razy silniejsze... Jak chodzi do pracy to przynajmniej w pracy nie pije. Próbowałam wielu rzeczy. Rozmów- nie chce słuchać (oczywiście na trzeźwo). Nawet napisałam list- powiedział, ze nie powinnam go umoralniać. Ja przestałam go szanować, ale nie przestałam go kochać. Nie tylko dlatego że jest moim ojcem, ale również dlatego, że jest człowiekiem i to naprawdę dobrym człowiekiem, gdyby nie ten alkohol. On nie chce się leczyć- bo nie potrafi zwyciężyć swej słabości.
Najpierw zgłoszę go do poradni uzależnień, później ubezwłasnowolnię, bo on sam nie potrafi już za siebie odpowiadać, już przestał kontrolować to co robi. Tyle pieniędzy ile traci. Jeszcze gra w zakładach...
Gryzie mnie to... Ale jakoś to muszę rozwiązać.
poniedziałek, 14 maja 2012
Leniuchowo
Jakby mi się chciało jak mi się nie chce...
Dlaczego potrafię wyszukiwać sobie setki rzeczy do roboty aby tylko się nie uczyć? Nie mogę się za to zabrać. Brak motywacji, ochoty. Zaraz zjem wszystko co mam w lodówce. Help!
Dlaczego potrafię wyszukiwać sobie setki rzeczy do roboty aby tylko się nie uczyć? Nie mogę się za to zabrać. Brak motywacji, ochoty. Zaraz zjem wszystko co mam w lodówce. Help!
sobota, 12 maja 2012
Wszystko wróciło do normy
Chociaż "wróciło" to złe sformułowanie. Wszystko się zmieniło na lepsze. Jestem znowu zakochana. W nim. W moim D. W mojej Omedze. Zawalczył o mnie, gdy ja już nasz związek prawie przekreśliłam. Prawie, bo zawsze tli się nadzieja, która ostatnia umiera. Zabrał mnie na długi weekend majowy, traktuje mnie jak kogoś wyjątkowego. Bałam się, że to tylko chwilowe będzie, ale nie mija. Cały czas patrzy na mnie w ten wyjątkowy sposób, mówi do mnie jak zakochany człowiek. Dlaczego dopiero jak mu zabrałam wszystko on zawalczył o nas tak, że mamy więcej niż mieliśmy na początku?
Zrobił się romantyczny... choć to jedynie dodatek do tego co teraz od niego czuje, od tego co od niego mam. Mam od niego zrozumienie i akceptację mojej osoby. Kocha mnie. Tego jestem pewna. Dał mi pewność i bezpieczeństwo. Mówi się, że miłość jest jak ogród- niepielęgnowany umiera. Nasz już umierał, ale wyplewiliśmy chwasty- a do tego jesteśmy w trakcie budowania patio :P
Czytałam ostatnio artykuł, gdzie związek i miłość był przedstawiony w formie wzoru matematycznego: x+y=x'+y' + z
x- kobieta
y- mężczyzna
x'- zmieniona kobieta pod wpływem związku
y'- zmieniony mężczyzna
z- 'dar'- czyli coś co dostaje się dodatkowo, coś nieuchwytnego taki bonus wewnętrzny
Tym darem jest właśnie to nazwane przez mnie patio. Tym darem jest coś czego nigdy nie będę umiała nazwać.
Zrobił się romantyczny... choć to jedynie dodatek do tego co teraz od niego czuje, od tego co od niego mam. Mam od niego zrozumienie i akceptację mojej osoby. Kocha mnie. Tego jestem pewna. Dał mi pewność i bezpieczeństwo. Mówi się, że miłość jest jak ogród- niepielęgnowany umiera. Nasz już umierał, ale wyplewiliśmy chwasty- a do tego jesteśmy w trakcie budowania patio :P
Czytałam ostatnio artykuł, gdzie związek i miłość był przedstawiony w formie wzoru matematycznego: x+y=x'+y' + z
x- kobieta
y- mężczyzna
x'- zmieniona kobieta pod wpływem związku
y'- zmieniony mężczyzna
z- 'dar'- czyli coś co dostaje się dodatkowo, coś nieuchwytnego taki bonus wewnętrzny
Tym darem jest właśnie to nazwane przez mnie patio. Tym darem jest coś czego nigdy nie będę umiała nazwać.
poniedziałek, 19 marca 2012
To skomplikowane
Niby wszystko dobrze, a wszystko po staremu... Do niczego się nie spieszę. Zaakceptowałam sytuację. Chyba tylko dlatego, ze Go kocham... Nikt mi nie każe już wychodzić za mąż... I w ogóle wychodzić za mąż... Nie wiem czy będziemy kiedykolwiek w stanie się "zharmonizować". Nie chcę żyć tak jak inni. Może tylko w Bogu widzę miłość mojego życia? Tak bardzo zmierzam ku Niemu mimo licznych błądzeń... Niczego nie kończę, bo Go kocham, ale kiedyś to nastąpi... i to nie z mojej strony. Sam zrozumie...
piątek, 9 marca 2012
Kryzys
Mam kryzys z D. Jestem wegetarianką, on tego nie rozumie. Zaczęłam medytować, poszukuje, on tego nie rozumie. Nie wiem co robić, bo go kocham a on chyba mnie nie... Jeśli do siebie nie pasujemy to kochać to pozwolić komuś odejść, ale może skoro to miłość to Miłość wszystko przetrzyma?
czwartek, 23 lutego 2012
Nowe życie
Czuję jakbym na nowo zaczęła żyć. Weszłam w sferę medytacji i kontemplacji, odprężenia i wyciszenia... W życie z Bogiem, który jest we mnie i dzięki któremu jestem tu gdzie jestem. Dziękuję za wszystko co mam. Za wszystko co mnie spotkało w życiu i spotka. Za to co rozumiem i za to czego zrozumieć nie mogę. Za życie i świat. Za rozwój. Za harmonię w którą wkraczam. Na alkoholowy problem mojego taty reagowałam źle,bo reagowałam negatywnymi emocjami. Zmieniłam to. Zobaczymy do czego to poprowadzi. Odnalazłam siebie i zobaczyłam ile byłam w stanie zmienić w mojej osobowości dla innych a raczej stłamsić moje prawdziwe ja na rzecz narzuconego mi przez innych. Dla D. dla mamy dla taty dla sąsiadów nawet... Teraz jestem sobą i dzięki temu wszystkim mogę dać więcej niż myślałam, że daje wcześniej.
Zmieniłam też skład mojego pożywienia. Jedynie substancje jak najmniej przetworzone a najlepiej nie przetwarzane wcale. Mięsa nie jem w ogóle. Mleka również nie piję choć produkty mleczne są w śladowych ilościach. No i jajka są nada obecne. Nie smażę. Zobaczymy. Eksperymentujemy, ale jak na razie zaobserwowałam to łatwiej mi zapanować nad sobą nad emocjami, skupić myśli, szybciej znaleźć kontrargument w dyskusjach. I trochę schudłam, choć to nie jest powodem zadowolenia bądź niezadowolenia. Chcę się po prostu odtruć. Odtruć organizm. zastanawiam się też jak żyje się na tzw eko farmach.
Dużo zmian. Jedynie D. nie do końca mnie rozumie... jesli chodzi o mój wegetarianizm. A ja po prostu nie mogę jeść mięsa, nie potrafię... Czuję, że coś się zmieniło... i boję się że jeśli kiedyś stworzylibyśmy rodzinę mielibyśmy inne punkty widzenia na wiele spraw. On jest inny... nie chcę go do niczego zmuszać a równocześnie go kocham, ale siebie też nie chcę zmuszać do życia wbrew głosu mojej duszy. Czas pokaże jak się to wszystko rozwinie, oby się tylko nie spieszył wiązać ze mną życia i oświadczał się. To zabawne, bo wcześniej bardzo tego pragnęłam... teraz wiem, że w tym momencie nie zdecydowałabym się, choć go bardzo kocham...
Zmieniłam też skład mojego pożywienia. Jedynie substancje jak najmniej przetworzone a najlepiej nie przetwarzane wcale. Mięsa nie jem w ogóle. Mleka również nie piję choć produkty mleczne są w śladowych ilościach. No i jajka są nada obecne. Nie smażę. Zobaczymy. Eksperymentujemy, ale jak na razie zaobserwowałam to łatwiej mi zapanować nad sobą nad emocjami, skupić myśli, szybciej znaleźć kontrargument w dyskusjach. I trochę schudłam, choć to nie jest powodem zadowolenia bądź niezadowolenia. Chcę się po prostu odtruć. Odtruć organizm. zastanawiam się też jak żyje się na tzw eko farmach.
Dużo zmian. Jedynie D. nie do końca mnie rozumie... jesli chodzi o mój wegetarianizm. A ja po prostu nie mogę jeść mięsa, nie potrafię... Czuję, że coś się zmieniło... i boję się że jeśli kiedyś stworzylibyśmy rodzinę mielibyśmy inne punkty widzenia na wiele spraw. On jest inny... nie chcę go do niczego zmuszać a równocześnie go kocham, ale siebie też nie chcę zmuszać do życia wbrew głosu mojej duszy. Czas pokaże jak się to wszystko rozwinie, oby się tylko nie spieszył wiązać ze mną życia i oświadczał się. To zabawne, bo wcześniej bardzo tego pragnęłam... teraz wiem, że w tym momencie nie zdecydowałabym się, choć go bardzo kocham...
sobota, 4 lutego 2012
kolejny dzień
Sesja nadal trwa... już dość nawet książek nie otwieram nie mam siły... nie ma bata... trudno będę musiała zarobić na warunki! ech... fajnie byłoby znaleźć pracę podniosłoby to naszą rodzinę na nogi...
taki głupi okres teraz... bo z D. się nie widzę... jutro się widzimy - częstotliwość 1 tydzień, gdy widzieliśmy się nieomal codziennie... on inżyniera broni za tydzień... ja ostatnie egzaminy.... ech.... zrobiło się jakoś tak... tęsknię, ale... jakoś tak... nie wiem... Chcę wiosnę!
taki głupi okres teraz... bo z D. się nie widzę... jutro się widzimy - częstotliwość 1 tydzień, gdy widzieliśmy się nieomal codziennie... on inżyniera broni za tydzień... ja ostatnie egzaminy.... ech.... zrobiło się jakoś tak... tęsknię, ale... jakoś tak... nie wiem... Chcę wiosnę!
czwartek, 2 lutego 2012
żeby mi się chciało jak mi się nie chce
mam straszliwego lenia... a już w weekend 2 egzaminy a ja nic sobie z tego nie robię... z depresji w stagnację uroczo :P
w przyszłym tygodniu zaczynam moją muzyczną przygodę :D
w przyszłym tygodniu zaczynam moją muzyczną przygodę :D
wtorek, 31 stycznia 2012
Rozwiązało sie
Wszystko się rozwiązało i wszystko się wyjaśniło. Z tą pensją... nie powiedzeniem... zwyczajne, głupie nieporozumienie. Błąd w komunikacji- najczęstsza przyczyna sporów- emocje- wyłącznik racjonalnego osądu. Problem rozwiązany.
Ale przytyłam 1kg. Nie wiem czy to może zatrzymanie wody w organizmie, czy rzeczywiste przytycie, bo w cm w biodrach cm mniej a w talii bez zmian. Dużo ćwiczę na siłowni to też może mieć wpływ, ale na wszelki wypadek dietke sobie narzuciłam.
Dużo nauki przede mną. Jeszcze 4 examy i koniec... WYTRZYMAM!!!
Ale przytyłam 1kg. Nie wiem czy to może zatrzymanie wody w organizmie, czy rzeczywiste przytycie, bo w cm w biodrach cm mniej a w talii bez zmian. Dużo ćwiczę na siłowni to też może mieć wpływ, ale na wszelki wypadek dietke sobie narzuciłam.
Dużo nauki przede mną. Jeszcze 4 examy i koniec... WYTRZYMAM!!!
piątek, 27 stycznia 2012
Dojrzałość
Wczoraj zapytałam mojego D. jak tam w pracy nowej, czym się konkretnie zajmuje i padło pytanie ile zarabia. Na początku odpowiedział z uśmiechem "nie wiem" chwile droczenia się i odpowiedź nie padła, nawet doszło do pewnego rodzaju spięcia. Cały czas mówi byśmy ze sobą zamieszkali, ze nigdy mnie nie okłamie, że nie ma przede mną tajemnic a wczoraj wszystko się posypało jak domek z kart. Przez jedną "tajemnicę". A on mówi, że poczuł presję, bo nie jesteśmy jeszcze małżeństwem i nie mamy wspólnego majątku. To nie chodzi konkretnie o to ile ma tam tej podstawy, bo to zwykłe pytanie było w worze innych pytań informacyjnych. Boli jak cholera, bo ja głupia mówiłam wszystko, ale właśnie z tym skończyłam. Zastanawiam się czy mimo, ze go strasznie kocham, czy to w ogóle ma sens. Czy małżeństwo z nim w ogóle będzie miało sens... Jest strasznie niedojrzały. I nie poddaję w wątpliwość naszego związku jedynie przez tą wczorajszą rozmowę, ale wczorajsza rozmowa mnie w tym utwierdziła. Utwierdziła mnie w tym, że tak naprawdę zgrywa dojrzałego. W środku jest małym chłopcem a z tego się chyba nie wyrasta.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Tydzień jest wręcz z piekła rodem. Codziennie coś do zaliczenia. Egzaminy sypią się niczym igły z choinki. Boję się zawieść i walczę z tymi negatywnymi emocjami. Muszę się wziąć w garść i mieć to wszystko w głębokim poważaniu. Być wyluzowana, zdystansowana.. choć to cholernie trudne do zrealizowania. Przecież nie muszę być najlepsza we wszystkim... Czemu podświadomie czuję, że muszę? Już chcę odpocząć... Psychicznie wymęczona już jestem... Ech...
piątek, 20 stycznia 2012
Życie zaskakuje najbardziej nas samych. Wystarczy tylko wyciągnąć właściwe wnioski. Przed Świętami Bożego Narodzenia wylądowałam na izbie przyjęć. Zasłabłam. Przyczyn nagromadziło się kilka: grypa jelitowa, niedociśnienie plus niedożywienie. Obsesja przed tym, że mogę znowu przytyć stawała się o tyle niebezpieczna, że z całym przekonaniem mogę stwierdzić, iż kroczyłam w stronę anoreksji i tak naprawdę już zawsze muszę uważać. W okresie dojrzewania przytyłam. Byłam gruba, nieakceptowana przez innych towarzysko, bo każdy chciał mieć we mnie koleżankę, ale tylko wtedy gdy potrzebował ściągnąć pracę domową albo by usiąść na sprawdzianie. A z chłopakami... No po prostu to był horror. Ale nikt nie zrozumie "grubasa" tylko drugi "grubas". Schudłam najpierw troszkę a ostatnio bardzo (do rozmiaru M / S). Jednak ciągle było mi mało. Szczególnie motywowała mnie perspektywa wigilii i tego, ze każdy będzie mnie namawiał bym jadła więcej i więcej. Ale kończąc wstęp i wkraczając do meritum sprawy, to wydarzenie sprawiło, że się wystraszyłam- szczególnie, że wyszła mi we krwi małopłytkowość- a fora internetowe nie pomagały by się uspokoić. Wystraszyłam się na tyle by przestać w tak głupi sposób "katować".
Nie zauważyłam jednak rzeczy najważniejszej. Tego, ze moja odporność psychiczna była bardzo słaba a nawet mogę stwierdzić, że wisiała na włosku. Teraz widzę co wpędzało mnie w tak podły nastrój. Jego apogeum przypadło na styczeń, choć problem towarzyszył od dawna. Jednakże jestem osobą, która mimo pozoru ekstrawertyzmu, niekontrolowanych wybuchów złości i euforii (po prostu chorą na ADHD) prawdziwy problem chowam do wnętrza oszukując samą siebie, ze jest w porządku. Ale prędzej czy później on wyjdzie. I tak też się stało. Dokonałam w życiu wyborów, które nie do końca zgadzają się z moimi pragnieniami. Teraz muszę je dokończyć. Jeśli chodzi o naukę często byłam najlepsza, choć głównie jechałam na opinii. Teraz na studiach nie jestem w czołówce. I przytłoczyło mnie to wszystko. Dwa kierunki studiów, problemy ze zdrowiem, niespełnienie artystyczne... Teraz jak to piszę wydaje mi się zwykłą pierdołą, ale po prostu nienawidzę czuć presji. Przytłacza mnie, bo obawiam się, ze nie podołam, przecież nie jestem jakaś niezwykła. Dobrze że mam wsparcie w Bogu, rodzinie... narzeczonym... Nie nie mogę jeszcze o nim tak pisać, przecież oficjalnie się nie oświadczał.
Dlaczego to piszę? Piszę to po to by wszystkim wam czytającym to (brawo za cierpliwość i wytrwanie) uświadomić, że szkoda czasu na przejmowanie się. Przecież żyjemy tu na Ziemi tylko raz. Świat się nie skończy a co to zmieni że się będziemy zamartwiać? Każdy jest do czegoś "powołany". Nie musimy być najlepsi we wszystkim i nie musimy wiedzieć od razu w czym jesteśmy dobrzy, przecież mamy sporo czasu by to odkryć. Nie wiemy kiedy przyjdzie nam odejść z tego świata. Żyjmy więc tak jakby każdy dzień był naszym ostatnim i tak jakby był naszym pierwszym. Nie znaczy tu, że mamy nie planować, nie brać odpowiedzialności za to co robimy i żyć beztrosko. Musimy zdawać sobie sprawę z konsekwencji naszych czynów.
Kończę- za dużo na pierwszy raz! :)
Nie zauważyłam jednak rzeczy najważniejszej. Tego, ze moja odporność psychiczna była bardzo słaba a nawet mogę stwierdzić, że wisiała na włosku. Teraz widzę co wpędzało mnie w tak podły nastrój. Jego apogeum przypadło na styczeń, choć problem towarzyszył od dawna. Jednakże jestem osobą, która mimo pozoru ekstrawertyzmu, niekontrolowanych wybuchów złości i euforii (po prostu chorą na ADHD) prawdziwy problem chowam do wnętrza oszukując samą siebie, ze jest w porządku. Ale prędzej czy później on wyjdzie. I tak też się stało. Dokonałam w życiu wyborów, które nie do końca zgadzają się z moimi pragnieniami. Teraz muszę je dokończyć. Jeśli chodzi o naukę często byłam najlepsza, choć głównie jechałam na opinii. Teraz na studiach nie jestem w czołówce. I przytłoczyło mnie to wszystko. Dwa kierunki studiów, problemy ze zdrowiem, niespełnienie artystyczne... Teraz jak to piszę wydaje mi się zwykłą pierdołą, ale po prostu nienawidzę czuć presji. Przytłacza mnie, bo obawiam się, ze nie podołam, przecież nie jestem jakaś niezwykła. Dobrze że mam wsparcie w Bogu, rodzinie... narzeczonym... Nie nie mogę jeszcze o nim tak pisać, przecież oficjalnie się nie oświadczał.
Dlaczego to piszę? Piszę to po to by wszystkim wam czytającym to (brawo za cierpliwość i wytrwanie) uświadomić, że szkoda czasu na przejmowanie się. Przecież żyjemy tu na Ziemi tylko raz. Świat się nie skończy a co to zmieni że się będziemy zamartwiać? Każdy jest do czegoś "powołany". Nie musimy być najlepsi we wszystkim i nie musimy wiedzieć od razu w czym jesteśmy dobrzy, przecież mamy sporo czasu by to odkryć. Nie wiemy kiedy przyjdzie nam odejść z tego świata. Żyjmy więc tak jakby każdy dzień był naszym ostatnim i tak jakby był naszym pierwszym. Nie znaczy tu, że mamy nie planować, nie brać odpowiedzialności za to co robimy i żyć beztrosko. Musimy zdawać sobie sprawę z konsekwencji naszych czynów.
Kończę- za dużo na pierwszy raz! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)