Opowiadanie pierwsze pt. "Bliskie spotkanie trzeciego stopnia"
Występują: Szpicel (ja); Brytan-Hasacz (pies Szpicla); Pan Dzik
Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły
kto spotyka w lesie dzika ten na drzewo szybko zmyka.
Nie na drzewo lecz w bok uciekałam wraz z mym psem. Wracając ze spacerku usłyszałam tajemnicze szmery, gdy nagle... metr przed nami pojawił się dzik (parę metrów dalej całe stado). Brytan-Hasacz szczeknął złowieszczo Pan Dzik nie pozostał dłużny i odwarknął aż mu się para z ust wydobyła a dwa białe kły zalśniły w świetle zachodzącego słońca... Pobiegł do stada a my w długą. I tak umknęliśmy dzikom.
Opowiadanie drugie pt." Od przedszkola do Opola"
Występują: Szpicel, The Boys and Girls, Publiczność
Koncert wypadł rewelacyjnie, choć nieco się stresowałam występowaniem w nowej roli, nie tylko wyjca ale również zamulacza konferansjera. Wyszło ponoć fajnie, przynajmniej tak mówili i chcą to powtarzać, więc nie powiem, ale bardzo miło mi się zrobiło. Ogólnie The girls były rewelacyjne, The Boys też robili niewiele błędów i ogólnie uwielbiam z nimi występować. Dziękuję Bogu, że pozwolił mi stawiając na mojej drodze tych ludzi i takie okazje, bym mogła spełnić swe marzenie i spełniać kolejne. Czuję się jakbym była urodzona na scenie. Muszę się jednak wiele nauczyć... Wiem, że mi się uda. Wiem, że nam się uda i że kiedyś wystąpię przed wielką publicznością i wiem, że wydam płytę. Nie wiem czy z tym zespołem (może- byłoby extra) i nie wiem czy w tym repertuarze, ale wiem jedno, ze to się stanie prędzej czy później. Czuję to całą sobą. My trzy girls pasujemy do siebie rewelacyjnie i nie wiem czy miałoby to taki wydźwięk jakbyśmy śpiewały same. Świetnie się wszyscy ze sobą czujemy i dogadujemy no i jesteśmy co raz lepsi! Ale muszę cwiczyć!
Opowiadanie trzecie pt. "Przygotowania do sesji- niczym tworzenie planów wojennych"
Występują: Szpicel; Książki; Internet;
- ZDYCHAM!!!!!!!!!- wypowiedział Szpicel przewracając kolejną stronę książki, zapisując kolejne zdanie na komputerze uzupełniając "Wikipedią"- ALE JESTEM NIE DO ZDARCIA! WSZYSTKO ZALICZĘ W PIERWSZYM TERMINIE! JESTEM HARDCOREM!
Grunt, to efektywna afirmacja.
czwartek, 31 maja 2012
czwartek, 24 maja 2012
I am drunk and i know it
Na studiach sesja cały czas do przodu. Opuściłam się trochę w medytacjach i ćwiczeniach, ale poprawię się przyrzekam jak tylko się to wszystko skończy :) Od połowy czerwca wakacje pełną gębą niech się dzieje co chce. Jadę na wieś- pierwsze wakacyjne plany.
Dobra, ale teraz prawdziwy powód pisania dziś. Mój ojciec ma duży problem alkoholowy. Codziennie przychodzi pijany. Wczoraj kłócił się z mamą i po raz pierwszy, może nie podniósł na nią rękę, bo to za dużo powiedziane, ale klepnął ją w bok. Rozpłakała się. Powiedziała, ze pierwszy i ostatni raz podniósł na nią rękę i chce by się wyprowadził z domu. Nie wiem czy do końca to do mnie dotarło. Bardzo cierpi, że to tak wszystko wygląda. Ja widzę jedyne rozwiązanie. Muszę ojca ubezwłasnowolnić, bo to, że niszczy nas (mnie i mamę) jest bezsporne, że niszczy "rodzine" bez wątpienia, że zabija siebie bardziej niż pewne. Chcę go ubezwłasnowolnić i zmusić do leczenia w zakładzie zamkniętym. Cały czas pije, marudzi, śpi. Teraz ma urlop i to jest dwa razy silniejsze... Jak chodzi do pracy to przynajmniej w pracy nie pije. Próbowałam wielu rzeczy. Rozmów- nie chce słuchać (oczywiście na trzeźwo). Nawet napisałam list- powiedział, ze nie powinnam go umoralniać. Ja przestałam go szanować, ale nie przestałam go kochać. Nie tylko dlatego że jest moim ojcem, ale również dlatego, że jest człowiekiem i to naprawdę dobrym człowiekiem, gdyby nie ten alkohol. On nie chce się leczyć- bo nie potrafi zwyciężyć swej słabości.
Najpierw zgłoszę go do poradni uzależnień, później ubezwłasnowolnię, bo on sam nie potrafi już za siebie odpowiadać, już przestał kontrolować to co robi. Tyle pieniędzy ile traci. Jeszcze gra w zakładach...
Gryzie mnie to... Ale jakoś to muszę rozwiązać.
Dobra, ale teraz prawdziwy powód pisania dziś. Mój ojciec ma duży problem alkoholowy. Codziennie przychodzi pijany. Wczoraj kłócił się z mamą i po raz pierwszy, może nie podniósł na nią rękę, bo to za dużo powiedziane, ale klepnął ją w bok. Rozpłakała się. Powiedziała, ze pierwszy i ostatni raz podniósł na nią rękę i chce by się wyprowadził z domu. Nie wiem czy do końca to do mnie dotarło. Bardzo cierpi, że to tak wszystko wygląda. Ja widzę jedyne rozwiązanie. Muszę ojca ubezwłasnowolnić, bo to, że niszczy nas (mnie i mamę) jest bezsporne, że niszczy "rodzine" bez wątpienia, że zabija siebie bardziej niż pewne. Chcę go ubezwłasnowolnić i zmusić do leczenia w zakładzie zamkniętym. Cały czas pije, marudzi, śpi. Teraz ma urlop i to jest dwa razy silniejsze... Jak chodzi do pracy to przynajmniej w pracy nie pije. Próbowałam wielu rzeczy. Rozmów- nie chce słuchać (oczywiście na trzeźwo). Nawet napisałam list- powiedział, ze nie powinnam go umoralniać. Ja przestałam go szanować, ale nie przestałam go kochać. Nie tylko dlatego że jest moim ojcem, ale również dlatego, że jest człowiekiem i to naprawdę dobrym człowiekiem, gdyby nie ten alkohol. On nie chce się leczyć- bo nie potrafi zwyciężyć swej słabości.
Najpierw zgłoszę go do poradni uzależnień, później ubezwłasnowolnię, bo on sam nie potrafi już za siebie odpowiadać, już przestał kontrolować to co robi. Tyle pieniędzy ile traci. Jeszcze gra w zakładach...
Gryzie mnie to... Ale jakoś to muszę rozwiązać.
poniedziałek, 14 maja 2012
Leniuchowo
Jakby mi się chciało jak mi się nie chce...
Dlaczego potrafię wyszukiwać sobie setki rzeczy do roboty aby tylko się nie uczyć? Nie mogę się za to zabrać. Brak motywacji, ochoty. Zaraz zjem wszystko co mam w lodówce. Help!
Dlaczego potrafię wyszukiwać sobie setki rzeczy do roboty aby tylko się nie uczyć? Nie mogę się za to zabrać. Brak motywacji, ochoty. Zaraz zjem wszystko co mam w lodówce. Help!
sobota, 12 maja 2012
Wszystko wróciło do normy
Chociaż "wróciło" to złe sformułowanie. Wszystko się zmieniło na lepsze. Jestem znowu zakochana. W nim. W moim D. W mojej Omedze. Zawalczył o mnie, gdy ja już nasz związek prawie przekreśliłam. Prawie, bo zawsze tli się nadzieja, która ostatnia umiera. Zabrał mnie na długi weekend majowy, traktuje mnie jak kogoś wyjątkowego. Bałam się, że to tylko chwilowe będzie, ale nie mija. Cały czas patrzy na mnie w ten wyjątkowy sposób, mówi do mnie jak zakochany człowiek. Dlaczego dopiero jak mu zabrałam wszystko on zawalczył o nas tak, że mamy więcej niż mieliśmy na początku?
Zrobił się romantyczny... choć to jedynie dodatek do tego co teraz od niego czuje, od tego co od niego mam. Mam od niego zrozumienie i akceptację mojej osoby. Kocha mnie. Tego jestem pewna. Dał mi pewność i bezpieczeństwo. Mówi się, że miłość jest jak ogród- niepielęgnowany umiera. Nasz już umierał, ale wyplewiliśmy chwasty- a do tego jesteśmy w trakcie budowania patio :P
Czytałam ostatnio artykuł, gdzie związek i miłość był przedstawiony w formie wzoru matematycznego: x+y=x'+y' + z
x- kobieta
y- mężczyzna
x'- zmieniona kobieta pod wpływem związku
y'- zmieniony mężczyzna
z- 'dar'- czyli coś co dostaje się dodatkowo, coś nieuchwytnego taki bonus wewnętrzny
Tym darem jest właśnie to nazwane przez mnie patio. Tym darem jest coś czego nigdy nie będę umiała nazwać.
Zrobił się romantyczny... choć to jedynie dodatek do tego co teraz od niego czuje, od tego co od niego mam. Mam od niego zrozumienie i akceptację mojej osoby. Kocha mnie. Tego jestem pewna. Dał mi pewność i bezpieczeństwo. Mówi się, że miłość jest jak ogród- niepielęgnowany umiera. Nasz już umierał, ale wyplewiliśmy chwasty- a do tego jesteśmy w trakcie budowania patio :P
Czytałam ostatnio artykuł, gdzie związek i miłość był przedstawiony w formie wzoru matematycznego: x+y=x'+y' + z
x- kobieta
y- mężczyzna
x'- zmieniona kobieta pod wpływem związku
y'- zmieniony mężczyzna
z- 'dar'- czyli coś co dostaje się dodatkowo, coś nieuchwytnego taki bonus wewnętrzny
Tym darem jest właśnie to nazwane przez mnie patio. Tym darem jest coś czego nigdy nie będę umiała nazwać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)