Na studiach sesja cały czas do przodu. Opuściłam się trochę w medytacjach i ćwiczeniach, ale poprawię się przyrzekam jak tylko się to wszystko skończy :) Od połowy czerwca wakacje pełną gębą niech się dzieje co chce. Jadę na wieś- pierwsze wakacyjne plany.
Dobra, ale teraz prawdziwy powód pisania dziś. Mój ojciec ma duży problem alkoholowy. Codziennie przychodzi pijany. Wczoraj kłócił się z mamą i po raz pierwszy, może nie podniósł na nią rękę, bo to za dużo powiedziane, ale klepnął ją w bok. Rozpłakała się. Powiedziała, ze pierwszy i ostatni raz podniósł na nią rękę i chce by się wyprowadził z domu. Nie wiem czy do końca to do mnie dotarło. Bardzo cierpi, że to tak wszystko wygląda. Ja widzę jedyne rozwiązanie. Muszę ojca ubezwłasnowolnić, bo to, że niszczy nas (mnie i mamę) jest bezsporne, że niszczy "rodzine" bez wątpienia, że zabija siebie bardziej niż pewne. Chcę go ubezwłasnowolnić i zmusić do leczenia w zakładzie zamkniętym. Cały czas pije, marudzi, śpi. Teraz ma urlop i to jest dwa razy silniejsze... Jak chodzi do pracy to przynajmniej w pracy nie pije. Próbowałam wielu rzeczy. Rozmów- nie chce słuchać (oczywiście na trzeźwo). Nawet napisałam list- powiedział, ze nie powinnam go umoralniać. Ja przestałam go szanować, ale nie przestałam go kochać. Nie tylko dlatego że jest moim ojcem, ale również dlatego, że jest człowiekiem i to naprawdę dobrym człowiekiem, gdyby nie ten alkohol. On nie chce się leczyć- bo nie potrafi zwyciężyć swej słabości.
Najpierw zgłoszę go do poradni uzależnień, później ubezwłasnowolnię, bo on sam nie potrafi już za siebie odpowiadać, już przestał kontrolować to co robi. Tyle pieniędzy ile traci. Jeszcze gra w zakładach...
Gryzie mnie to... Ale jakoś to muszę rozwiązać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz