czwartek, 23 lutego 2012

Nowe życie

Czuję jakbym na nowo zaczęła żyć. Weszłam w sferę medytacji i kontemplacji, odprężenia i wyciszenia... W życie z Bogiem, który jest we mnie i dzięki któremu jestem tu gdzie jestem. Dziękuję za wszystko co mam. Za wszystko co mnie spotkało w życiu i spotka. Za to co rozumiem i za to czego zrozumieć nie mogę. Za życie i świat. Za rozwój. Za harmonię w którą wkraczam. Na alkoholowy problem mojego taty reagowałam źle,bo reagowałam negatywnymi emocjami. Zmieniłam to. Zobaczymy do czego to poprowadzi. Odnalazłam siebie i zobaczyłam ile byłam w stanie zmienić w mojej osobowości dla innych a raczej stłamsić moje prawdziwe ja na rzecz narzuconego mi przez innych. Dla D. dla mamy dla taty dla sąsiadów nawet... Teraz jestem sobą i dzięki temu wszystkim mogę dać więcej niż myślałam, że daje wcześniej.
Zmieniłam też skład mojego pożywienia. Jedynie substancje jak najmniej przetworzone a najlepiej nie przetwarzane wcale. Mięsa nie jem w ogóle. Mleka również nie piję choć produkty mleczne są w śladowych ilościach. No i jajka są nada obecne. Nie smażę. Zobaczymy. Eksperymentujemy, ale jak na razie zaobserwowałam to łatwiej mi zapanować nad sobą nad emocjami, skupić myśli, szybciej znaleźć kontrargument w dyskusjach. I trochę schudłam, choć to nie jest powodem zadowolenia bądź niezadowolenia. Chcę się po prostu odtruć. Odtruć organizm. zastanawiam się też jak żyje się na tzw eko farmach.
Dużo zmian. Jedynie D. nie do końca mnie rozumie... jesli chodzi o mój wegetarianizm. A ja po prostu nie mogę jeść mięsa, nie potrafię... Czuję, że coś się zmieniło... i boję się że jeśli kiedyś stworzylibyśmy rodzinę mielibyśmy inne punkty widzenia na wiele spraw. On jest inny... nie chcę go do niczego zmuszać a równocześnie go kocham, ale siebie też nie chcę zmuszać do życia wbrew głosu mojej duszy. Czas pokaże jak się to wszystko rozwinie, oby się tylko nie spieszył wiązać ze mną życia i oświadczał się. To zabawne, bo wcześniej bardzo tego pragnęłam... teraz wiem, że w tym momencie nie zdecydowałabym się, choć go bardzo kocham...

sobota, 4 lutego 2012

kolejny dzień

Sesja nadal trwa... już dość nawet książek nie otwieram nie mam siły... nie ma bata... trudno będę musiała zarobić na warunki! ech... fajnie byłoby znaleźć pracę podniosłoby to naszą rodzinę na nogi...
taki głupi okres teraz... bo z D. się nie widzę... jutro się widzimy - częstotliwość 1 tydzień, gdy widzieliśmy się nieomal codziennie... on inżyniera broni za tydzień... ja ostatnie egzaminy.... ech.... zrobiło się jakoś tak... tęsknię, ale... jakoś tak... nie wiem... Chcę wiosnę!

czwartek, 2 lutego 2012

żeby mi się chciało jak mi się nie chce

mam straszliwego lenia... a już w weekend 2 egzaminy a ja nic sobie z tego nie robię... z depresji w stagnację uroczo :P
w przyszłym tygodniu zaczynam moją muzyczną przygodę :D