Chociaż "wróciło" to złe sformułowanie. Wszystko się zmieniło na lepsze. Jestem znowu zakochana. W nim. W moim D. W mojej Omedze. Zawalczył o mnie, gdy ja już nasz związek prawie przekreśliłam. Prawie, bo zawsze tli się nadzieja, która ostatnia umiera. Zabrał mnie na długi weekend majowy, traktuje mnie jak kogoś wyjątkowego. Bałam się, że to tylko chwilowe będzie, ale nie mija. Cały czas patrzy na mnie w ten wyjątkowy sposób, mówi do mnie jak zakochany człowiek. Dlaczego dopiero jak mu zabrałam wszystko on zawalczył o nas tak, że mamy więcej niż mieliśmy na początku?
Zrobił się romantyczny... choć to jedynie dodatek do tego co teraz od niego czuje, od tego co od niego mam. Mam od niego zrozumienie i akceptację mojej osoby. Kocha mnie. Tego jestem pewna. Dał mi pewność i bezpieczeństwo. Mówi się, że miłość jest jak ogród- niepielęgnowany umiera. Nasz już umierał, ale wyplewiliśmy chwasty- a do tego jesteśmy w trakcie budowania patio :P
Czytałam ostatnio artykuł, gdzie związek i miłość był przedstawiony w formie wzoru matematycznego: x+y=x'+y' + z
x- kobieta
y- mężczyzna
x'- zmieniona kobieta pod wpływem związku
y'- zmieniony mężczyzna
z- 'dar'- czyli coś co dostaje się dodatkowo, coś nieuchwytnego taki bonus wewnętrzny
Tym darem jest właśnie to nazwane przez mnie patio. Tym darem jest coś czego nigdy nie będę umiała nazwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz